| W Strachocinie | Pochodzenie | Formacja | "Duszochwat" |
| Mêczeñstwo | Dzieje kultu | ¦wiêty | Patron |
| Modlitwy | W literaturze | Encyklika | Linki |
Sanktuarium ¦wiêtego Andrzeja Boboli w Strachocinie
Invicti athletae Christi
Encyklika Piusa XII o ¦w. Andrzeju Boboli
|
Wstêp |
Do Czcigodnych Braci Patriarchów, Prymasów, Arcybiskupów, Biskupów i innych Ordynariuszy
Miejsca ¿yj±cych w pokoju i jedno¶ci ze Stolic± Apostolsk± - w trzechsetn± rocznicê chwalebnego mêczeñstwa
¶w. Andrzeja Boboli.
Pius XII Czcigodnym Braciom - z pozdrowieniem i Apostolskim b³ogos³awieñstwem.
Jest naszym gor±cym pragnieniem, ¿eby wszyscy po ca³ym ¶wiecie uczestnicy chlubnego miana katolików,
a zw³aszcza ci synowie ukochanej przez nas polskiej ziemi, dla których niezwyciê¿ony
bohater Chrystusowy Andrzej Bobola jest chlub± i wspania³ym wzorem chrze¶cijañskiego mêstwa,
w trzechsetn± rocznicê jego zgonu pobo¿nym sercem i umys³em rozwa¿yli jego mêczeñstwo i jego ¶wiêto¶æ.
Nie chcemy wiêc pomin±æ tej pamiêtnej chwili, która z³otymi zg³oskami zapisana jest w rocznikach Ko¶cio³a,
¿eby nie wspomnieæ o jego ¿yciu i cnocie i ¿eby tak Wam, Czcigodni Bracia, jak wiernym waszej pasterskiej
pieczy zawierzonym, przez to ogólne pismo nie wskazaæ w nim przyk³adu, który by ka¿dy wedle swojego stanu
i zawodu móg³ obraæ za przedmiot na¶ladowania. W¶ród innych chlubnych przymiotów przede wszystkim b³yszczy
w Andrzeju Boboli cnota wiary, której moc, zasilana ³ask± Bo¿±, z biegiem lat tak w jego duszy zakorzeni³a
siê i rozros³a, ¿e nada³a ¿yciu jego osobliw± cechê i doda³a mu odwagi do mê¿nego podjêcia mêczeñstwa.
W ¿yciu jego ca³kiem osobliwie ¶wieci ta prawda, któr± Aposto³ narodów uj±³ w s³owa: "A mój sprawiedliwy
z wiary ¿yæ bêdzie"(1). Cokolwiek bowiem czy to do wierzenia, czy do pe³nienia uczynkiem podaje katolicki
Ko¶ció³, on ca³± si³± bra³ sobie do serca i jak najochotniej stara³ siê wykonaæ.
Dlatego od samego pocz±tku usi³owa³ poskromiæ i do ³adu doprowadziæ te nieporz±dne sk³onno¶ci,
które po smutnym upadku pierwszego rodzica zwyk³y m±ciæ nasz± naturê i do z³ego j± poci±gaæ,
a obok tego pracowa³ z nies³abn±cym nigdy zapa³em nad tym, ¿eby duszê swoj± przyozdobiæ
we wszystkie chrze¶cijañskie cnoty.
***
Urodzi³ siê w roku 1591 w Sandomierskiej ziemi z rodziców wybitnych szlachetno¶ci± rodu,
ale znamienitszych jeszcze cnot± i sta³o¶ci± katolickiej wiary. Obdarzony bystrym i
sk³onnym do dobrego umys³em, odebrawszy ju¿ w domu od najwcze¶niejszego dzieciñstwa
zacne i chrze¶cijañskie wychowanie, oddany zosta³ do szkó³ Towarzystwa Jezusowego,
gdzie wnet zab³ysn±³ niewinno¶ci± i serdeczn± pobo¿no¶ci±.
Maj±c w sercu dla blasków i pró¿no¶ci ¶wiatowych tylko pogardê, zapragn±³ gor±co "lepszych darów"(2)
i niezad³ugo, jako dziewiêtnastoletni m³odzieniec, wst±pi³ jak najochotniej do nowicjatu Towarzystwa
w Wilnie, by móc bezpieczniej postêpowaæ drog± doskona³o¶ci ewangelicznej.
Maj±c w pamiêci to tak wa¿ne upomnienie Chrystusowe: "Je¶li kto chce i¶æ za mn±, niech siê zaprze samego siebie,
niech co dnia bierze krzy¿ swój, i niech mnie na¶laduje"(3), zabra³ siê najgorliwiej, do nabycia chrze¶cijañskiej
pokory przez wzgardê samego siebie. A poniewa¿ z natury mia³ pewn± sk³onno¶æ do wynios³o¶ci i niecierpliwo¶ci
oraz odrobinê uporu, wyda³ samemu sobie nieub³agan± walkê. Przez tê wa1kê wzi±³ niejako krzy¿ Chrystusowy
na ramiona i szed³ z nim na Kalwariê, aby u jej szczytu osi±gn±æ zarazem przy ³asce Bo¿ej tê doskona³o¶æ
upragnionej i gor±cymi modlitwami wyjednywanej pokory, przez któr± dochodzi siê do wszystkich blasków
¶wi±tobliwo¶ci chrze¶cijañskiej. Nosi³ bowiem w sercu to przem±dre zdanie ¶w. Bernarda, ¿e
"obudowa duchowna nie mo¿e d¼wigaæ siê inaczej, jak na mocnym fundamencie pokory"(4).
Ponadto p³on±³ najgorêtsz± mi³o¶ci± Boga i bli¼nich, tote¿ nie by³o dla niego wiêkszej
rozkoszy, jak spêdzaæ, o ile tylko móg³, d³ugie godziny przed Naj¶wiêtszym Sakramentem i
wszelkiego rodzaju nieszczê¶liwym przychodziæ z pomoc±. Boga, a nie siebie, mi³owa³ nade wszystko i w my¶l
ustaw Za³o¿yciela swego zakonu, stara³ siê wszystko wy³±cznie kierowaæ do Jego chwa³y. Poj±³ on wiêc g³êboko
i w ¿ycie wprowadzi³ zalecenie wspomnianego wy¿ej ¶wiêtego Doktora: "Tego tylko pragnijmy, który sam jeden
pragnienie zaspokaja"(5).
Nic wiêc dziwnego, ¿e ten szermierz Chrystusowy, tylu darami niebieskimi ubogacony, tak wielkie po³o¿y³
zas³ugi na polu apostolskiej pracy i tak obfite a zbawienne zbiera³ z niej owoce.
A poniewa¿ wysi³ki jego zmierza³y przede wszystkim do utrzymania, wzmocnienia i zabezpieczenia katolickiej wiary,
ju¿ jako wychowawca m³odzie¿y w Wilnie i potem w innych miastach oddawa³ siê ca³y nauczaniu podstaw wiary,
przy czym rozbudza³ w m³odych sercach kult Eucharystii i gor±ce nabo¿eñstwo do Naj¶wiêtszej Panny.
Kiedy za¶ po kilku latach, w dzieñ uroczystej kanonizacji ¶wiêtego Ignacego Loyoli i Franciszka Ksawerego,
otrzyma³ godno¶æ kap³añsk±, to sobie przede wszystkim wzi±³ do serca, ¿eby nie szczêdz±c ¿adnych trudów, przez
kazania i misyjne wyprawy wszêdzie szerzyæ katolick± wiarê i to wiarê ¿yw±, w dobre uczynki bogat±.
A ¿e we wschodnich zw³aszcza czê¶ciach kraju zagra¿a³o wierze wielkie niebezpieczeñstwo od odszczepieñców,
którzy usi³owali na wszelki sposób oderwaæ wiernych od jedno¶ci Ko¶cio³a i swoimi b³êdami ich zaraziæ,
na rozkaz swoich prze³o¿onych uda³ siê Andrzej w te w³a¶nie strony i tam po miastach, miasteczkach i wioskach
ju¿ to przez kazania, ju¿ tu przez prywatne rozmowy, a zw³aszcza, przez urok swej ¶wiêto¶ci i przez p³omienny
zapa³ apostolski zachwian± u wielu katolików wiarê od b³êdnych nalecia³o¶ci oczy¶ci³, na mocnych podstawach opar³
i na powrót doprowadzi³ do jedynej Chrystusowej owczarni. A nie poprzestaj±c na samym pod¼wigniêciu
i umocnieniu s³abn±cej lub upad³ej wiary, wszêdzie - gdzie tylko móg³ - rozbudza³ ¿al za grzechy,
³agodzi³ niezgody i rozterki, wprowadza³ na powrót dobre obyczaje, tak ¿e miejsca,
przez które wzorem Boskiego Mistrza "czyni±c dobrze" przechodzi³, zaczyna³y jakby pod tchnieniem wiosny
niebiañskiej wydawaæ ¶liczne kwiaty i owoce cnoty. Dlatego te¿, jak to przechowa³o siê w pamiêci,
zarówno wierni, jak i schizmatycy nadali mu charakterystyczn± nazwê, "duszochwata", czyli ³owcy dusz nie¶miertelnych.
Jak wiêc ten niestrudzony aposto³ Chrystusowy sam ¿y³ wiar± i najgorliwiej szerzeniu wiary siê oddawa³,
tak nie zawaha³ siê dla obrony tej wiary ojczystej ¿ycie swoje oddaæ.
W¶ród niezliczonych prze¶ladowañ, z jakimi spotyka³a siê zawsze katolicka wiara, na szczególne
wspomnienie zas³uguje ten gwa³towny a nieludzki ucisk prawdziwego Ko¶cio³a, jaki zapanowa³
ko³o po³owy XVII wieku we wschodnich stronach kraju nawiedzonych najazdem kozackim.
Ca³a w¶ciek³o¶æ naje¼d¼ców zwróci³a siê g³ównie na katolików i ich pasterzy oraz na misyjnych pracowników,
tak dalece, ¿e w ca³ym kraju mo¿na by³o widzieæ zburzone ko¶cio³y, popalone klasztory,
cia³a pomordowanych kap³anów i wiernych, ogóln± ruinê i rozbicie wszystkiego, co ¶wiête.
***
Andrzej Bobola, który móg³ przyznaæ siê ¶mia³o do tego wyznania ¶w. Bernarda: "Nic [...]
mi nie jest obce z tego, co jest Bo¿e"(6), nie lêkaj±c siê ani ¶mierci, ani katuszy,
zapalony mi³o¶ci± Bo¿± i bli¼nich wszed³ dobrowolnie w te gro¼ne stosunki, aby na wszelki
sposób ratowaæ przed wyrzeczeniem siê wiary tych, których odszczepieñcy b³êdami swoimi starali siê
usidliæ, oraz by niezmordowanie umacniaæ wszystkich w wyznawaniu Chrystusowej prawdy. Sta³o siê jednak,
¿e 16 maja 1657 roku, w samo ¶wiêto Wniebowst±pienia Pañskiego, zosta³ pochwycony w okolicy
Janowa przez wrogów katolickiego imienia. Pojmanie to, jak domy¶laæ siê mo¿na, nie wywo³ywa³o w nim trwogi,
ale raczej niebiañsk± rado¶æ, wiemy bowiem, ¿e zawsze mêczeñstwa pragn±³ i nigdy nie traci³
z pamiêci tych s³ów Boskiego Zbawiciela: "B³ogos³awieni jeste¶cie, gdy wam ur±gaj± i prze¶laduj± was,
i gdy z mego powodu mówi± k³amliwie wszystko z³e na was. Cieszcie siê i radujcie,
albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prze¶ladowali proroków, którzy byli przed wami"(7).
Wzdryga siê dusza na wspomnienie wszystkich tych m±k, które bohater Chrystusowy z niez³omnym mêstwem
i nieugiêt± wiar± przecierpia³. "Po obiciu kijami i dotkliwych policzkach, przywi±zany sznurem do konia,
ci±gniony by³ przez je¼d¼ca na powrozie mêcz±c± i krwaw± drog± a¿ do Janowa, gdzie czeka³a go ostatnia katusza.
W tej mêce dorówna Mêczennik polski najchlubniejszym zwyciêzcom, jakich czci katolicki Ko¶ció³.
Zapytany, czy jest ³aciñskim ksiêdzem, odpar³ Andrzej: Jestem katolickim kap³anem.
W tej wierze siê urodzi³em i w niej te¿ chcê umrzeæ. Wiara moja jest prawdziwa i do zbawienia prowadzi.
Wy powinni¶cie ¿a³owaæ i pokutê czyniæ, bo bez tego w waszych b³êdach zbawienia nie dost±picie.
Przyjmuj±c moj± wiarê, poznacie prawdziwego Boga i wybawicie dusze swoje"(8).
Te s³owa nie tylko nie pobudzi³y zbrodniarzy do lito¶ci, ale wprawi³y ich w tak± w¶ciek³o¶æ,
¿e z nies³ychanym okrucieñstwem zaczêli stosowaæ do ¿o³nierza Chrystusowego najsro¿sze mêki.
"Powtórnie obity biczami, na wzór Chrystusa uwieñczony zosta³ dotkliwym spowiciem g³owy,
policzkami straszliwie sponiewierany i zakrzywion± szabl± zraniony upad³.
Niebawem wyrwano mu prawe oko, w ró¿nych miejscach zdarto mu skórê, okrutnie przypiekaj±c rany
ogniem i nacieraj±c je szorstk± plecionk±. I na tym nie koniec: obciêto mu uszy, nos i wargi,
a jêzyk wyrwano przez otwór zrobiony w karku, ostrym szyd³em ugodzono go w serce.
A¿ nareszcie niez³omny bohater oko³o godziny trzeciej po po³udniu, dobity ciêciem miecza,
doszed³ do palmy mêczeñskiej, zostawiaj±c wspania³y obraz chrze¶cijañskiego mêstwa"(9).
Jak niezwyciê¿ony Mêczennik w purpurze krwi w³asnej z wielkim triumfem przyjêty zosta³ w niebie,
tak i na ziemi podany zosta³ przez Ko¶ció³ do czci i na¶ladowania wszystkim wiernym,
zarówno dla osobliwego blasku jego ¶wiêto¶ci, jak dla zadziwiaj±cych znaków,
którymi Bóg tê ¶wiêto¶æ za¶wiadcza³ i stwierdza³. W roku bowiem 1853 czcigodnej pamiêci Poprzednik
Nasz Pius IX zaliczy³ go w poczet B³ogos³awionych, a w roku 1938 bezpo¶redni
Nasz Poprzednik Pius XI uroczy¶cie pomiêdzy ¦wiêtych go wprowadzi³.
***
Uwa¿ali¶my za wskazane krótko i tre¶ciwie przedstawiæ w tej encyklice g³ówne zarysy ¶wiêto¶ci Andrzeja Boboli,
by wszystkie po ca³ym ¶wiecie dzieci Ko¶cio³a nie tylko spogl±da³y na niego z podziwem,
ale z podobn± wierno¶ci± stara³y siê na¶ladowaæ czysto¶æ jego nauki katolickiej, niez³omn± jego wiarê i to mêstwo,
z jakim a¿ do mêczeñskiego koñca walczy³ o cze¶æ i chwa³ê Chrystusow±. Niech wszyscy wedle waszych,
Czcigodni Bracia, poleceñ i wskazówek, w¶ród tych zw³aszcza obchodów z trójwiekow± rocznic± mêczeñstwa
zwi±zanych, rozwa¿aj± g³êboko wznios³e jego cnoty i budz± w sobie poczucie obowi±zku wstêpowania w jego ¶wiête ¶lady.
Dzi¶, co jest dla Nas powodem wielkiego bólu, w niejednym kraju wiara katolicka ju¿ to omdlewa i podupada,
ju¿ to prawie zupe³nie wygasa. Nauka Ewangelii niema³ej liczbie ludzi jest nieznana, u innych za¶, co gorsza,
spotyka siê z zupe³nym odrzuceniem pod pozorem, ¿e jest ca³kowicie obca tym, którzy id±c z postêpem czasu,
urabiaj± sobie przekonanie, ¿e na ziemi bez Boga, tj. przez w³asny rozum i przez w³asne si³y wszystko,
czym ¿yj± i przez co dzia³aj±, posi±¶æ mog±, swoj± moc± podbijaj±c pod swoj± wolê i w³adzê,
dla po¿ytku i rozwoju ludzko¶ci, wszystkie pierwiastki i ¿ywio³y tej ziemi. Inni znów do tego d±¿±,
¿eby z dusz ludzi prostych i nieuczonych albo te¿ takich, którzy ju¿ dotkniêci s± zaraz± b³êdów,
wyrwaæ do ostatka tê wiarê chrze¶cijañsk±, która dla rozmaitych biedaków jest w tym ¶miertelnym ¿yciu jedyn± pociech± i w tym celu zwodz± ich obietnicami jakiego¶ nadzwyczajnego szczê¶cia, które w tym ziemskim wygnaniu jest dla nas zupe³nie niedostêpne. Dok±dkolwiek bowiem oczy obróci i d±¿yæ zaczyna ludzka spo³eczno¶æ, je¿eli od Boga odchodzi, nie tytko nie osi±ga upragnionego spokoju i zgody, ale wpada w tak± rozterkê i niepokój, jak cz³owiek trawiony gor±czk±, oddaj±c siê pogoni za bogactwem, za wygodnym i przyjemnym ¿yciem, które wy³±cznie sobie ceni, chce pochwyciæ co¶, co przed ni± ci±gle ucieka i buduje na tym, co siê zapada. Albowiem bez uznania Najwy¿szego Boga i Jego ¶wiêtego prawa nie mo¿e istnieæ w¶ród ludzi ¿aden ³ad, ani ¿adne prawdziwe szczê¶cie. Brakuje bowiem podstawy zarówno do prywatnego, jak i do nale¿ycie prowadzonego spo³ecznego ¿ycia. A ponadto, jak Wam dobrze wiadomo, Czcigodni Bracia, tylko niebieskie wiekuiste, a nie znikome i przemijaj±ce dobra tej ziemi, mog± duszy przynie¶æ pe³ne nasycenie.
I dlatego te¿ twierdziæ nie mo¿na, co wielu zuchwale i lekkomy¶lnie rozpowiada, ¿e nauka chrze¶cijañska
przygasza ¶wiat³o naturalnego ludzkiego rozumu, kiedy - przeciwnie - dodaje mu blasku i si³y,
bo go od pozorów prawdy odwraca a kieruje na pole szerszych i wy¿szych rozumieñ.
Nie mo¿na wiêc mieæ Boskiej ewangelii, tj. nauki Chrystusowej, któr± Ko¶ció³ katolicki
z powo³ania i obowi±zku swego wyk³ada, za co¶ wstecznego i pokonanego dzisiejszym postêpem,
ale za co¶ ¿ywego i ¿ywotnego, co samo jedno mo¿e wskazaæ ludziom pewn± i prost± drogê do sprawiedliwo¶ci,
do prawdy i do wszelkiej cnoty oraz zabezpieczyæ ich spokój i zgodê wzajemn±, dodaj±c ich prawom
i instytucjom spo³ecznym silne i nienaruszalne podpory.
Kto to wszystko roztropnie rozwa¿y, ³atwo zda sobie sprawê, czemu Andrzej Bobola chêtnie i mê¿nie
podj±³ tyle prac, tyle cierpieñ, ¿eby w¶ród swoich ziomków zachowaæ nienaruszon± wiarê,
a obyczaje ich na takie pokusy i niebezpieczeñstwa nara¿one od zgubnych podstêpów obroniæ
i niezmordowanie wed³ug zasad chrze¶cijañskiej cnoty urobiæ.
***
Skoro za¶, jak powiedzieli¶my ju¿, Czcigodni Bracia, wiara katolicka i dzisiaj w wielu stronach wystawiona
jest na powa¿ne niebezpieczeñstwa, nale¿y j± wszelkimi si³ami broniæ, wyk³adaæ i szerzyæ.
W tej wielkiej i tak donios³ej pracy powinni Wam byæ pomoc± nie tylko s³udzy o³tarza,
którzy to z obowi±zku usilnie czyniæ maj±, ale i ¶wieccy katolicy, na tyle szlachetni
i ofiarni, ¿eby nie lêkali siê stan±æ do pokojowej walki o Bo¿± chwa³ê. Im zuchwa³ej ludzie nienawidz±cy
Boga i nauki chrze¶cijañskiej wystêpuj± przeciw Chrystusowi i za³o¿onemu przezeñ Ko¶cio³owi,
tym gorliwiej powinni nie tylko kap³ani, ale wszyscy katolicy i ¿ywym s³owem i przez pisma
rozpowszechniæ w¶ród ludu, a najbardziej przez ¶wietlany przyk³ad ¿ycia swego im siê przeciwstawiaæ,
zachowuj±c zawsze poszanowanie dla osób, ale staj±c mê¿nie w obronie prawdy. A choæby w tej
pracy spotkaæ ich mia³y ró¿ne przeciwno¶ci, oraz utrata czasu i mienia, niech nigdy nie cofaj± siê wstecz,
chowaj±c zawsze w pamiêci to s³owo: mê¿ne dzia³anie i znoszenie cierpienia jest dzie³em tej
cnoty chrze¶cijañskiej, której sam Bóg najwy¿sz± zap³atê, tj. wiekuiste szczê¶cie obiecuje.
A pamiêtaæ trzeba, ¿e w tej cnocie, je¶li rzeczywi¶cie chcemy j± coraz bardziej ku doskona³o¶ci
kierowaæ, zawsze znajdzie siê odrobina mêczeñstwa. Nie tylko, bowiem krwi rozlewem wydajemy Bogu
¶wiadectwo naszej wiary, ale i mê¿nym a wytrwa³ym opieraniem siê pokusom oraz wielkoduszn± ofiar±
z siebie i ze wszystkiego, co mamy, z³o¿on± Temu, który tu jest naszym Stwórc± i Odkupicielem,
a w niebie bêdzie kiedy¶ nie koñcz±c± siê rado¶ci±.
Niech¿e, wiêc, wszyscy jako we wzór wpatruj± siê w mêstwo ¦wiêtego Mêczennika Andrzeja Boboli.
Niech nieugiêt± jego wiarê i sami zachowuj± i na wszelki sposób broni±. Niech tak na¶laduj± jego
apostolsk± gorliwo¶æ, ¿eby starali siê najusilniej, stosownie do swego stanu, Królestwo Chrystusowe
na ziemi umacniaæ i we wszystkich kierunkach rozszerzaæ.
***
Je¿eli za¶ te ojcowskie Nasze zlecenia i pragnienia kierujemy do wszystkich Pasterzy ¶wiêtego Ko¶cio³a
i do ich owczarni, najbardziej zwraca siê my¶l nasza do tych, co w polskich stronach ¿ycie pêdz±.
Skoro bowiem Andrzej Bobola z ich narodu wyszed³ i ich ziemiê nie tylko blaskiem rozlicznych cnót,
ale i krwi± mêczeñsk± u¶wietni³, jest on dla nich wspania³± ozdob± i chlub±.
Niech¿e wiêc id±c za jego ¶wietlanym przyk³adem nadal broni± ojczystej wiary przeciw wszystkim niebezpieczeñstwom,
niech usi³uj± obyczaje do norm chrze¶cijañskich dostosowaæ, niech to sobie maj± mocnym przekonaniem
za najwiêksz± chwa³ê swojej Ojczyzny, je¿eli przez nieugiête na¶ladowanie niezachwianej cnoty przodków to osi±gn±,
¿eby Polska zawsze wierna by³a dalej "przedmurzem chrze¶cijañstwa". Zdaje siê bowiem wskazywaæ
"historia, [...] jako ¶wiadek czasów, ¶wiat³o prawdy [...] i nauczycielka ¿ycia"(1),
¿e Bóg tê w³a¶nie rolê narodowi polskiemu przeznaczy³. Niech¿e wiêc mê¿nym i sta³ym sercem usi³uj± tê
rolê wype³niæ, unikaj±c wrogich podstêpów i zwalczaj±c przy pomocy ³aski Bo¿ej wszystkie przeciwno¶ci i próby.
Niech spogl±daj± na nagrodê, jak± Bóg obiecuje tym wszystkim, co nie szczêdz±c wysi³ków z najwy¿sz± wierno¶ci± i
gor±c± mi³o¶ci± ¿yj±, dzia³aj± i walcz± dla zachowania i rozszerzenia na ziemi Bo¿ego Królestwa pokoju.
Przy tej sposobno¶ci, przez s³owa tej encykliki nie mo¿emy nie zwróciæ siê wprost do wszystkich
bardzo nam drogich synów Polski, zw³aszcza do tych ¶wiêtych kap³anów, którzy dla imienia
Jezusa Chrystusa cierpienia i utrapienia ponie¶li. Postêpujcie nadal mê¿nie, ale z t± odwag± chrze¶cijañsk±,
która idzie w parze z roztropno¶ci± i z t± m±dro¶ci±, która umie bystro patrzeæ i przewidywaæ.
Wiarê katolick± i jedno¶æ zachowujcie. Wiara niech bêdzie przepasaniem bioder waszych(11);
niech ona g³oszona bêdzie po ca³ym ¶wiecie(12), niech dla was i dla wszystkich bêdzie tym
"zwyciêstwem, które zwyciê¿a ¶wiat"(13). A czyñcie to wszystko
"patrz±c na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i j± wydoskonala.
On to zamiast rado¶ci, któr± mu obiecywano, przecierpia³ krzy¿, nie bacz±c na jego hañbê,
i zasiad³ po prawicy tronu Boga"(14).
Tak postêpuj±c i to osi±gniêcie, ¿eby wszyscy ¦wiêci, osobliwie ci, co z waszego rodu wyszli,
z tego wiekuistego szczê¶cia jakim siê obecnie ciesz±, wraz z Królow± Polski,
Bo¿± Rodzicielk± Maryj±, na was i na ukochan± Ojczyznê wasz± ³askawie spogl±dali,
by opiekowaæ siê ni± i jej broniæ.
¯eby siê to szczê¶cie zi¶ci³o, pragniemy gor±co, Czcigodni Bracia,
by¶cie wszyscy ze wszystkimi wiernymi ca³ego ¶wiata, zw³aszcza w czasie obchodu tej wiekowej rocznicy,
gor±ce do Boga zanosili pro¶by, by raczy³ ³askawie obfitsze dary i pociechy osobliwie tym zsy³aæ,
którzy w wiêkszych niebezpieczeñstwach ¿yæ musz± i ciê¿szych na drodze Bo¿ej doznaj± trudno¶ci.
Przez te same jednomy¶lne pro¶by starajmy siê i to u mi³osierdzia Bo¿ego wyb³agaæ, ¿eby wreszcie
zapanowa³ w¶ród wszystkich narodów upragniony pokój i ¿eby ¶wiête prawa oraz zadania Ko¶cio³a,
które te¿ prawdziwemu dobru ludzkiego spo³eczeñstwa jak najbardziej s³u¿±, znalaz³y u wszystkich
nale¿ne uznanie i na prawnej drodze wszêdzie a szczê¶liwie wesz³y w ¿ycie.
By do tego wszystkiego jak najrychlej dosz³o, z waszymi mod³ami ³±czymy nasze najgorêtsze pro¶by
i udzielamy Wam, Czcigodni Bracia, oraz ca³emu chrze¶cijañskiemu ludowi na zadatek ³ask Bo¿ych
i na znak ¿yczliwo¶ci ojcowskiej, p³yn±cego z g³êbi serca Apostolskiego b³ogos³awieñstwa.
Rzym, Bazylika ¶w. Piotra, dnia szesnastego miesi±ca maja - w trzechsetn± rocznicê, kiedy to ¶w. Andrzej Bobola otrzyma³ palmê mêczeñstwa - w roku 1957 a dziewiêtnastym Naszego Pontyfikatu.
(1) Hbr 10, 38.
((1) Hbr 10, 38.
(2) 1 Kor 12, 31.
(3) £k 9, 23.
(4) ¦w. Bernard, Kazanie XXXVI o Pie¶ni nad pie¶niami, nr 5; ML 183, 969 D.
(5) ¦w. Bernard, Kazanie IV na po¶wiêcenie ko¶cio³a, nr 4; ML 183, 528 D.
(6) ¦w. Bernard, List XX do Kard. Haimera; ML 182, 123 B.
(7) Mt 5, 11n.
(8) Pius XI, List Ex aperto Christi latere; AAS Vol. 30, 1938, s. 359.
(9) Pius XI, Homilia w czasie kanonizacji ¶w. Andrzeja Boboli w 1938 r.; AAS Vol. 30, 1938, ss. 152-53.
(10) Cic. De Or., 2. 9. 36.
(11) Por. Iz 11, 5.
(12) Por. Rz 1, 8.
(13) 1 J 5, 4.
(14) Hbr 12, 2.
| Pochodzenie tekstu: | Witryna Ksiê¿y Jezuitów. Kraków. |